Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 
Reply to this topicStart new topic
Dziecko pozamałżeńskie i dzieci małżeńskie, dylematy etyczne
kot
post 26.11.2014, 19:42
Post #1


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



Witajcie.
Sprawa dotyczy podziału opieki/czasu/swego życia między dwa domy. Chodzi o ojcostwo. Trudne ojcostwo.

Z sytuacji w której znalazłam się ja i mój mąż i siłą rzeczy nasze dzieci, nie ma dobrych wyjść.
Opiszę pobieżnie, bez wnikania i oskarżania.

Fakty:
kryzys w naszym małżeństwie, następnie zdrada męża, następnie moje wykrycie zdrady. Potem pół roku szarpania i wahania mojego męża, który nie umiał wybrać. Postanowiłam próbować wybaczyć. Dwoje naszych małych dzieci nie znało prawdy, lecz było świadkami ciężkich chwil, oboje silnie odczuwali ten trudny czas. Mąż wyjeżdżał na kilka dni/tygodni, potem usiłował wracać do rodziny. Dzieci, zwłaszcza starsza córka, bardzo silnie przeżywały te wyjazdy.
W międzyczasie okazało się, że kochanka męża spodziewa się ich wspólnego dziecka. Tak.

Aby skrócić historię: po kolejnych trudnych miesiącach zdecydowałam się na nieformalną separację. Mąż wyprowadził się z domu do mieszkania wynajmowanego przez kochankę. Dzieci wciąż były za radą psychologa trzymane w fikcji i stopniowo przeze mnie przygotowywane na prawdę. Mąż bał się im powiedzieć.
Kolejna odsłona tej telenoweli to decyzja męża by rozstać się z ciężarną kochanką i wrócić do nas. Po spełnieniu warunków i miesięcznym mieszkaniu męża samotnie, oboje zdecydowaliśmy się wejść w prawdziwą, i realną odbudowę małżeństwa. Nie dla pieniędzy i nie dla dzieci. Dla nas - i z tego dopiero wynika dobro dzieci.

Warunki wyjściowe:
- w domu nasze dzieci 7 i 5 lat, bezgranicznie zakochane w tacie, który jest dobrym ojcem i ma z nimi świetny kontakt (w tym momencie pomijam moralne znaczenie "dobry" i krzywdę którą im wyrządził, chodzi mi o to że na co dzień jest dbającym i troskliwym tatą, wyczekiwanym po pracy i uwielbianym)
- kochanka nie wynajmuje już mieszkania, wróciła do swych rodziców, urodziła dziecko mojego męża, oczekuje poza alimentami kontaktów. Na ile oczekuje jego powrotu, nie wiem.
- mąż zadeklarował na wstępie, że nie chce porzucić dziecka pozamałżeńskiego, chce mieć z nim kontakt na tyle ile to możliwe w tej sytuacji. Twierdzi (na razie stale od ponad pół roku) że miłość do mnie wróciła, że chce być ze mną, a jeśli ja nie dam rady, to on będzie sam, bo z tamtą kobietą żył nie będzie.
- ja uznałam na wstępie jego deklarację że nie będzie umiał porzucić dziecka. Zgodziłam się jednak tylko (lub aż) na taki zakres kontaktów, który nie uderzy w nasze osłabione i odbudowywane małżeństwo (które jest całym światem dla naszych dzieci).
- do tej pory mąz był kilka razy u niemowlęcia, było to w domu jego matki, ok.15 km od nas. Dopóki było ciepło, odbyło się też kilka spotkań na zasadzie: mama idzie na trening na powietrzu, on z wózkiem na spacer wokół ośrodka sportowego.
- każdy kontakt mojego męża i tamtej kobiety sam na sam uruchamia lawinę bólu w mojej głowie. Wiemy że jest to do przepracowania, ale niestety nie zniknie samo z siebie nigdy. O ile pracuję nad zaufaniem mojemu mężowi, tak tamtej kobiecie nie zaufam nigdy.
- kochanka urodziła to dziecko zanim upłynęło ustawowe 300 dni od jej rozwodu. Zatem na razie prawnie ojcem dziecka jest jej ex mąż. Podobno ma się odbyć sprawa o zaprzeczenie, i dopiero mój mąz poświadczy ojcostwo w urzędzie. Na razie jednak rzeczona matka wyjechała wraz z dzieckiem do znajomej na drugi koniec Polski i jest tam od paru miesięcy.
- przed jej wyjazdem przy próbach ustalenia grafiku kontaktów okazało się, że każda strona inaczej sobie to wyobraża. Mój mąż chciałby nie być więcej s..synem ani wobec mnie ani wobec niej. I tu jest problem, bo tak się nie da. Ja zaproponowałam kontakty najpierw co tydzień, potem jesli w tym okrzepnę i nie zwariuję, to 2x w tygodniu. Matka dziecka oświadczyła "co to za ojciec raz na ruski rok" i zażądała widzeń 3x w tygodniu po 3-4 h. Oczywiście dziecko jest za małe by widzenia odbywały się gdziekolwiek poza jej mieszkaniem.
- obecnie sprawa jest w zawieszeniu z uwagi na wyjazd pani. Nie dzwoni, nie odzywa się.
Ja ze swojej strony jestem gotowa przyjąć go wraz z kontaktami. Ale nie wiem jak sobie poradzę, jeśli matka dziecka będzie próbowała wpływać na męża i manipulować nim na zasadzie "oczekuję Twojego udziału w opiece nad dzieckiem w takim to a takim wymiarze, a jak nie to odetnę ci kontakty w ogóle".


Nie oczekuję porad. Bo nie da się ich sformułować. Wszystko zależy od nas, trojga dorosłych uwikłanych już do końca życia we wspólną zależność.
Ale chciałam się podzielić po prostu smutną prawdą, że nie da się być takim samym ojcem na dwa domy. Mój mąż wracając do nas, do naszych dzieci, które wyrosły od urodzenia z nim jako tatą, jednocześnie okroił rodzicielstwo wobec tamtego dziecka.
Niestety. Nasze dzieci powoli odbudowują poczucie bezpieczeństwa. Już córka mniej go pilnuje, już nie popłakuje wieczorami gdy tata jest dłużej w pracy, już nie pyta ze strachem w oczach. Ale wciąż ojciec jest dla niej odzyskanym skarbem, jej centrum świata. On to widzi. Ja to widzę. I cierpię myśląc o tym, jakim ojcem będzie dla tamtego dziecka, cierpię myśląc o tym, jak zareaguje córka gdy dowie się, że jednak nie jest "córeczką tatusia", bo jest jeszcze jedna córeczka...........


Bardzo boję się o moje dzieci. Czeka ich poznanie przyrodniej siostry. O ile na etapie kilkulatków to będzie pewnie raczej oznaczało atrakcję typu zabawa z malcem, itp. Jednak nie da się ukryć, że posiadanie przyrodniego rodzeństwa ze zdrady rodzica to nie jest coś, co ułatwia życie. Czeka ich tez zmierzenie się z tym, co właściwie zrobił im ich ojciec.
Są pod opieką psychologa.


Bardzo szkoda mi tamtego dziecka. Nieodpowiedzialni rodzice zapewnili mu fatalny start. Kiedyś dorośnie, do tego by zrozumieć że tata i mama, decydując się na powołanie go na świat, jednocześnie skrzywdzili inną rodzinę. A jednocześnie skrzywdzili to dziecko, które było owocem ich uczucia.
Nadzieja w tym, że kiedyś matka znajdzie odpowiedzialnego partnera i stworzy temu dziecku zdrową rodzinę. Oby.


Clou: sprawca zamieszania nie może być niestety dobrym ojcem dla wszystkich swoich dzieci. Sad but true. Każdy wybór doprowadzi do czyjegoś cierpienia. Można tylko wybierać: "kogo decyduję się bardziej skrzywdzić".

Ten post został edytowany przez kot: 26.11.2014, 19:48
Go to the top of the page
 
+
kot
post 23.02.2015, 11:48
Post #2


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



Nasza historia toczy się dalej.
Z mężem jesteśmy bliżej i mocniej. Pracujemy nad naszym nowym małżeństwem.
Dzieci nasze (6 i 8 lat) spokojne, widząc w domu oboje rodziców, okazujących sobie miłość i przytulających się przy nich. Jednak strach jest w nich przyczajony gdzieś na dnie, i wraca czasami.
Dziecko pozamałżeńskie mieszka z mamą 5 km od nas. Ojciec widuje je od stycznia regularnie: 2 razy w tygodniu po 2h. Odbiera je od matki lub babci i spaceruje sam z wózkiem. Na razie dziecko (8 mcy) przestało być wobec niego nieufne - a było tak w okresie nieregularnych kontaktów. Jak się ułoży jego opieka nad tym dzieckiem, jego kontakty z nim, jego relacje - tego nie wiemy oboje.
Na razie matka dziecka udostępnia dziecko bez problemu i to czego oczekuje (słusznie) to regularne alimenty. Jeśli ma wciąż jakieś nadzieje na stworzenie z moim mężem pełnej rodziny, to ich nie okazuje.

Ja dzięki łasce Boga, pracy nad sobą i postawie męża jestem na etapie gdy w/w wizyty ojca u dziecka nie ranią mnie. Jego relacje z tym dzieckiem są dla mnie niewygodne, ale akceptuję to i nie budzi to we mnie takich emocji jak wcześniej. Emocje wciąż dość łatwo budzą się podczas kontaktów męża z matką dziecka, choćby były one czysto techniczne.
Mąż szanuje moje odczucia i daje mi pewność swojej decyzji.
Jak w przyszłości połączy opiekę nad dzieckiem z byciem tutaj pełnym mężem i ojcem? Zwłaszcza że matka dziecka nie chce kontaktów dziecka z naszą rodziną. Jakim będzie ojcem dla tęskniącej kilkulatki? Gorszym? O ile gorszym? Jak nasze dzieci poradzą sobie z tym, że "nagle" mają przyrodnią siostrę, ale nie mogą jej poznać? Jak konkretnie mąż poukłada bywanie u najmłodszego swego dziecka, by nie odebrać poczucia bezpieczeństwa mnie i naszym dzieciom? Jak ja poradzę sobie z tym wszystkim?

Nie wiemy, ale ufamy Bogu że przeprowadzi nas przez to.
Nie mamy innego wyjścia, po prostu.
Go to the top of the page
 
+
MACK
post 23.02.2015, 15:08
Post #3


Otrzaskany
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 203
Pomógł: 11
Dołączył: 7.09.11
Użytkownik nr: 42.629



Trochę za dużo pytań...
Największym błędem jest, że tamta pani nie pozwala(?) na kontakty z waszą rodziną. Bo wszystko inne można jakoś poukładać. Problemem będzie, jeśli dzieci poznają się jako nastolatkowie. Tego nie życzę. Bo połamane będą emocjonalnie.
Najlepiej już przygotowywać dwójkę dzieci na prawdę która wypłynie. Skoro one już chodzą po psychologach to co będzie później? Psycholog który radzi utrzymywać dzieci w "złotej bańce" nie jest dobrym fachowcem. Chyba, że chce mieć pacjentów do końca "kariery".
Niech mąż pokaże może na początek zdjęcia dziecka. "Że może chciałyby go kiedyś poznać" etc. Od razu nie musi stwierdzać faktów. Dzieci same mogą "strzelić" "to nasza siostrzyczka, braciszek". Jeśli owe dziecko będzie pojawiało się teraz w ich zyciu, łatwiej je później "przyjmą". /takie moje przemyślenia, oparte na doświadczeniach(nie tylko swoich)/

Drugą opcją jest odcięcie się. Wyprowadzacie się gdzieś, umacniajcie się. Pan niech nadal będzie utrzymywał kontakty, choć z czasem mogą być trudniejsze. Nie ma co liczyć, że nagle pojawi się "kandydat na męża" i problem sam zniknie. Jeśli się pojawi to na chwile, a złość odbije się na Ojcu dziecka, i poleci w eter i dalej dalej... Pewnie kiedyś wyda się, że jest gdzieś "siostrzyczka", ale wtedy już każdy będzie dorosły i przyjmie to inaczej. Na pewno takie ukrywanie przez ok 15 lub więcej lat może być kłopotliwe. Ale warto to rozważyć. Ponieważ nie może być półśrodku.

Rozumiem, że dziecko jest już uznane, nosi nazwisko mężą etc?
Jestem zdania, że w takich sytuacjach warto ZAWSZE robić badania DNA. Nie będę jednak tego argumentował.
Go to the top of the page
 
+
kot
post 23.02.2015, 16:01
Post #4


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



Mack, dla wyjaśnienia

CYTAT
Psycholog który radzi utrzymywać dzieci w "złotej bańce" nie jest dobrym fachowcem.

To była rada z okresu gdy mąż nie mieszkał z nami, ale nie był gotowy na podjęcie z dziećmi szczerej rozmowy. W międzyczasie wrócił. Układ się zmienił, i od kilku już miesięcy ani my jako rodzice ani żaden psycholog nie planujemy ich utrzymywać w fikcji.

CYTAT
Najlepiej już przygotowywać dwójkę dzieci na prawdę która wypłynie.

Będą przygotowane i poznają prawdę w ciągu najbliższych tygodni. Niezależnie od tego czy matka dziecka pozamałżeńskiego zgodzi się w przyszłości na bezpośredni ich kontakt z córką czy nie.
Natomiast dokładna data tej Ważnej Rozmowy jest uzależniona od mojej gotowości na nią. Bo to ja przeżywam najtrudniejsze emocje podczas tej sytuacji i muszę być na tyle silna, by ta rozmowa miała sens. A nie np. się rozpłaczę w połowie. Jak na razie jestem silniejsza niż pół roku temu i myślę, że w marcu wyznaczymy sobie datę.

CYTAT
one już chodzą po psychologach to co będzie później

Może "chodzą" to za duże słowo. Dwa razy zaprowadziłam je sama na początku historii, gdy mąż odszedł.
Po jego powrocie chodzimy oboje ale bez dzieci, do psychologa dziecięcego, który pomaga nam przygotować Rozmowę. Psycholog uznał że dzieci same w sobie pomocy na razie nie wymagają.
Zdjęcia dziecka itp. - tak, ale to dopiero następny etap po Rozmowie.
Robię wszystko by w przyszłości dzieci nie były połamane emocjonalnie. Mąż obecnie też mnie już wspiera. Czy nam się uda? Czas pokaże.


CYTAT
Drugą opcją jest odcięcie się.

Nie, tej opcji nie wybraliśmy.
Mąż chciał kontaktu z dzieckiem. Ja chciałam prawdy a nie życia rodzinnego, w którym o jednej osobie się nie mówi, udaje się że ona nie istnieje. Wydaje mi się to toksyczne i trudniejsze do zniesienia niż kontakty męża z dzieckiem.

Ukrywanie przez 15 lat to moim zdaniem najgorszy pomysł z możliwych.


Dziecko urodziło się w odstępie mniej niż 300 dni od rozwodu matki z mężem. Trwa oczekiwanie na sprawę o zaprzeczenie ojcostwa przez jej ex męża. Dopiero potem uznanie przez ojca biologicznego.


CYTAT
Trochę za dużo pytań...

Te pytania były retoryczne Mack (IMG:style_emoticons/default/smiley.gif)
NIKT nie zna na nie odpowiedzi.

Raczej miały być refleksja, albo przestrogą.
Go to the top of the page
 
+
kot
post 23.02.2015, 16:28
Post #5


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



Mack, dziękuję Ci za podsunięcie pomysłu stopniowego zaznajamiania dzieci z obcym dla nich rodzeństwem.
CYTAT
Niech mąż pokaże może na początek zdjęcia dziecka. "Że może chciałyby go kiedyś poznać" etc. Od razu nie musi stwierdzać faktów. Dzieci same mogą "strzelić" "to nasza siostrzyczka, braciszek".

Na pewno przedstawię taki pomysł mężowi a potem psychologowi.
Go to the top of the page
 
+
kierownik
post 23.02.2015, 16:59
Post #6


Weteran
***

Grupa: Użytkownik
Postów: 1.234
Pomógł: 94
Dołączył: 29.06.12
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 67.299



sprawiasz wrażenie bardzo dojrzałej kobiety. Nie oczekujesz podpowiedzi ponieważ znasz odpowiedzi na swoje pytania. Wiesz czego chcesz i nie boisz się pisać w "jaskini lwa" gdzie po męsku dyskutujemy jak rozwiązać problemy naszych dzieci.
Większość kobiet spaliło by takiego faceta na stosie - oprócz Ciebie i jeszcze jednej kobiety którą znam.

Chętnie będę podpowiadał jeżeli w przyszłości pojawią się jakieś problemy i będziesz chciała się nimi podzielić.
Go to the top of the page
 
+
Gość_nerwus_*
post 23.02.2015, 19:44
Post #7





Gość

Pomógł:





Dla mnie to wszystko jest przekombinowane, dzieci akceptują wiele sytuacji, to dorośli mają z tym problem.
Warto powiedzieć, że tato jeździ do innego dziecka, ktorego jest ojcem, że czasami tak się zdarza, że dorośli mają ze sobą dziecko, chociaż nie są małżeństwem, że dziecko jest jeszcze bardzo małe, ale już jest siotrą/bratem. Że rodzice mieli ze sobą problemy, chcieli się rozstać i zamieszkać osobno, ale się pogodzili i postanowili być już razem.
Dzieci to łykną bez problemu. Dzieci są mądre z natury, dopiero potem głupieją. ;-)
Go to the top of the page
 
+
kot
post 9.03.2015, 16:29
Post #8


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



CYTAT(kierownik @ 23.02.2015, 16:59) *
Chętnie będę podpowiadał jeżeli w przyszłości pojawią się jakieś problemy i będziesz chciała się nimi podzielić.


Dziękuję Ci. Kto wie czy kiedyś nie będzie to dla mnie bardzo ważne.

Go to the top of the page
 
+
kot
post 5.06.2015, 12:29
Post #9


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



W naszej specyficznej sytuacji stoimy m.in przed następującym wyborem:
1. uzgodnienia między matką a ojcem (a zarazem moim mężem) dotyczące kontaktów z dzieckiem i alimentów przeprowadzać na drodze prywatnej. Czyli alimenty uzgodnione ustnie, kontakty też, płynnie na zasadzie elastyczności, pieniądze przekazywane z ręki do ręki lub wpłacane nieregularnie.
2. Wszystkie te kwestie uzgodnić przez sąd a alimenty wpłacać po prostu przez zlecenie przelewu.

Mój mąż skłania się ku wersji 1. I taka wersja jest na razie w użyciu.
Bardzo dużo związku z tym ma fakt, że mąż jest w kiepskiej sytuacji finansowej i ma zaległości wobec matki dziecka. Wszystko jest "na gębę". Ja z kolei uważam, że należy to zmienić, bo nie jest to droga do uzdrowienia.
Argumenty męża : boi się zalegania alimentów i konsekwencji prawnych z tym związanych (komornik). Uważa, że z matką się dogada.
Moje argumenty: owszem, komornik to czarny scenariusz ale z dwojga złego 10000x bardziej wolę sprawy uzgadniać z komornikiem niż aby mąż negocjował z matką dziecka. Po prostu nie uniosę tego. Jestem w stanie ze sporym trudem poradzić sobie z kontaktami męża z dzieckiem, ale kontakty z tamtą kobietą w moim odczuciu muszą być bezwzględnie ucięte niezależnie od kosztów. Moje zdrowie psychiczne jest dla mnie najcenniejsze.

Jestem w zasadzie przekonana, że zasądzenie alimentów i wyrok sądowy w tej sprawie uzdrowiłby ten wymiar naszej sytuacji. Dzięki temu nie będzie miejsca na niedomówienia, manipulacje, uzgodnienia między rodzicami które choćby były obiektywnie niewinne, zawsze będą bardzo boleśnie uderzały we mnie i małżeństwo, burząc odbudowywane zaufanie.

Jeśli chodzi o kontakty z dzieckiem, to już nie jestem taka pewna.
Tzn, logicznie rzecz biorąc sądowne ustalenie dni i zakresu opieki byłoby również zdrowe i nie pozostawiające niedomówień.
Problem w tym, że naszym zdaniem usiłując godzić ogień z wodą, czyli dobro tamtego dziecka i dobro naszej rodziny/małżeństwa, nasuwa się tylko jedno rozwiązanie:
dziecko po osiągnięciu wieku 3/4 lat powinno spędzać czas z ojcem i przybranym rodzeństwem, a najlepiej by po prostu ojciec mógł je zabierać do nas do domu i cała trójka mogłaby mieć wspólny weekend. Tak sobie to wyobrażamy na razie dosć teoretycznie. Chcielibyśmy w tym kierunku dążyć.
ale matka dziecka oczywiście nie chce słyszec o tym, by kiedykolwiek dziecko poznało mnie osobiście. O bywaniu w naszym domu nie ma co wspominać.

Czytając to forum i Wasze perypetie narzuca się jeden wniosek:
w naszej trudnej sytuacji nawet jeśli mąz uzyska od sądu zgodę na widzenia dziecka w miejscu swego zamieszkania (co nie jest też wcale takie pewne), to i tak matka dziecka z łatwością może taki wyrok naginać, ignorować, i dalej manipulować. Lub też wyrok ten oprotestować i nigdy go nie uznać. Czytam tu, że większość matek jest raczej bezkarna w tym zakresie.
Nie da mu dziecka wcale i koniec.
Mąż tego się obawia.


Zatem:
alimenty widzę sens pchać przez sąd i mam argumenty aby rozmawiać o tym z mężem.
Z kontaktami nie jestem pewna.

(Fajnie gdyby dało się wszystko "załatwić normalnie" o czym marzy mój mąż.
Jednak widzę już, że normalnie to by było, gdyby sytuacja była normalna.. czyli powiedzmy to byłaby ex żona. Wtedy emocje wszystkich stron byłyby na innym poziomie i innego rodzaju.
Tutaj sprawa zdrady (dość świeża) kładzie się wciąż cieniem na wszystkich aspektach, i jest to sprawa odróżniająca naszą sytuację od sytuacji typu "poznali się rok po jego rozwodzie i on ma małe dziecko z poprzedniego związku")


Gdyby ktoś z Was, praktyków, miał jakąś uwagę, chętnie poczytam, przemyślę i ewentualnie przekażę dalej..

Go to the top of the page
 
+
kot
post 5.06.2015, 12:46
Post #10


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



Gdy widzę takie obrazki jak ten:
https://www.facebook.com/dzielnytata/videos...e=2&theater
to naprawdę lepiej nie zaostrzać żadnych działań..
ale z drugiej strony - jeśli chcemy być małżeństwem i zdrową rodziną dla naszych dzieci, to mąż nie może żyć w strachu przed matką dziecka że ona zmarszczy brew i tupnie nogą.

Wiele jest racji w głosach mówiących, że w takiej sytuacji powinno się zerwać w ogóle kontakty tak z matką jak i z dzieckiem.
Ale jak żyć porzuciwszy własne dziecko, i jak żyć z kimś kto porzucił własne dziecko.

Tu nie ma dobrych rozwiązań, tylko co najwyżej optymalne.
Może uda się nam je wypracować.
Go to the top of the page
 
+
kierownik
post 5.06.2015, 20:05
Post #11


Weteran
***

Grupa: Użytkownik
Postów: 1.234
Pomógł: 94
Dołączył: 29.06.12
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 67.299



jeżeli jest konflikt i dochodzi nowy partner którego matka nie akceptuje to nie ma mowy by kontakty były "na gębę" tym bardziej jak matka nie wydaje dziecka na weekendy z noclegiem, wakacje. Czas, wiek przy kontraktach jest bardzo istotny co należy rozumieć następująco:
1. próbujemy się dogadać
2. wniosek do sądu, świadkowie relacji ojciec dziecko (dużo), zdjęcia i skupiać się 100% na pociesze
3. przed pierwszy posiedzeniem wysyłamy wniosek o skierowanie sprawy do mediacji.
a) ugoda zatwierdzona przez sąd może być przed sądem egzekwowana
b) matka staje okoniem i wtedy rok- półtora w sądzie.

alimenty:
tylko ustalenia pisemne
zero pieniędzy do ręki bo głowa czasem nie pamięta co miały ręce w rękach (IMG:style_emoticons/default/wink.gif)
Go to the top of the page
 
+
kot
post 13.02.2016, 13:54
Post #12


Świeżak
*

Grupa: Użytkownik
Postów: 8
Pomógł: 0
Dołączył: 19.11.14
Użytkownik nr: 193.817



Dzięki Kierowniku.
Ale raczej to już nie będzie potrzebne.

W kwietniu mąż (znów kłamiąc do ostatniego momentu) wrócił do kochanki i dziecka.
Podniosłam się z tego po około pół roku.
Na tyle, by poza załatwieniem spraw formalnych przeprowadzić jeszcze jedną rozmowę: tę z dziećmi, najtrudniejszą - że jest tam siostrzyczka i tata z nią mieszka.
Moje serce poranione ale nie pękło, żyję.
Serca dzieci poranione też, ale .... będą te rany leczyć całe życie. Nie umiałam ich przed tym uchronić.

Mąż jest swoim zwyczajem gdzieś pomiędzy.
W październiku powiedział, że jednak nie chce być z tą panią, ale nie może się wyprowadzić bo ona go szantażuj czymś tam zw. z dzieckiem.
Więc jest z naszymi dziećmi cały czas gdy ja jestem w pracy - w ten sposób odrabia alimenty których nie płaci bo nie ma pracy.
No i bardzo dobrze.
Lepsze to może niz krew w sądzie i u komornika. Zresztą nie wiem co lepsze.

Była to oczywiście dla mnie tortura swego rodzaju, więc musiałam uczyć się stawiania granic.
Za to dzieci są z tatą więcej niż przedtem.

Przez pewien czas jeszcze czepiałam się jakichś nadziei, że ta rodzina jednak ma szanse, kiedyś.

Ale miesiąc temu przyjechał tu ktoś, kto od 15 lat jest moim przyjacielem.
I teraz WSZYSTKO JEST JUŻ INACZEJ.
Być może te 15 lat było po coś....


(IMG:style_emoticons/default/smiley.gif)


Pozdrawiam wszystkich
I zapewne nie do zobaczenia.

Życzę abyście byli tak dobrymi ojcami jak można w Waszej sytuacji.


Go to the top of the page
 
+

Fast ReplyReply to this topicStart new topic
1 użytkownik(ów) przegląda ten temat (1 gości i 0 anonimowych użytkowników)
0 Użytkownicy:

 

Wersja Lo-Fi Aktualny czas: 19.09.2017 - 23:25